Może jestem dziwna, może to czego nie lubię nie do końca pasuje do beauty blogerki ale tak mam i już.
Nie lubię balsamowania ciała. Nie lubię kremów, maseł, balsamów, olejków.. nie lubię i już.
Chociaż nie, czasem kupuję, dostaję , używam ze dwa razy i rzucam w kąt. Kuszą zapachy, firmy, konsystencje ale zwykle mój leń wygrywa i stawiam raczej na peelingi do ciała , które w składzie mają np masło shea i już nie muszę się martwić , że moje wysuszone ciało zaraz się rozsypie.
Leń level hard 😜. Czasem się zdarza wyjątek, nie wiem od czego on zależy ale się zdarza, że jakiś produkt do nawilżania ciała po kąpieli zużyję do końca. Miałam tak np z pianką nawilżającą od Nivea. Tutaj pewnie była kwestia konsystencji, bo uwielbiam pianki. Nie lubię godzinami czekać aż produkt się wchłonie , bo zwyczajnie nie mam na to czasu.
Produkt z dzisiejszego wpisu dostałam na jednym ze spotkań blogerskich. Zaczęłam używać go do masażu , ale nie zdarza mi się on zbyt często (dzięki mąż :( ) i smutno na mnie patrzył z półki.
Wzięłam się więc za jego używanie po kąpieli, do nawilżania ciała samodzielnie.

