wtorek, 3 grudnia 2013

Laponia - dzień trzeci, tu się dopiero działo ! / Dużo zdjęć !

Rozpoczął się od pobudki niemal w środku nocy, kto by chciał wstawać o 7 kiedy ciemno gdy zasnął o 3 ?!
Ja nie chciałam..
Jednak napięty program na ten dzień leniuchować nie pozwolił.

Wybraliśmy się do Safartica - jak to się odmienia ? - gdzie zostaliśmy przyodziani w bardzo sexowne :D ale za to mega ciepłe kombinezonki, czapki,rękawiczki i kaski :)
Nikt się nie wyróżniał, no chyba że kolorem kombinezonu - 2 wersje niebieska z czarnym i czerwona z czarnym. Nawet na zdjęciach trudno odróżnić :)

Tak cudnie ubrani ruszyliśmy na




SKUTERY !!


śnieżne oczywiście :)






Mam uraz do kierownicy. Każdej, i nie jestem w stanie nic prowadzić, nie bez powodu nie robię prawa jazdy. Boję się :) zresztą nie tylko prowadzić ale wielu rzeczy, kto był ze mną ten wie :)

Jako pasażer dałam radę, chociaż łatwo nie było. 
Teraz mogę powiedzieć , że było ekstra i chcę jeszcze raz!

Jechaliśmy i jechaliśmy aż dojechaliśmy do farmy reniferów :)
Co za słodziaki!




No i co? No i trzeba było dać się powieść :D
O tej dziwnie ubranej pani będzie później ciut :)



 Reniferowy Zad :)



Kiedy już wszyscy się przejechali saniami zaprzężonymi przez reniferki należało się ogrzać :)
Pani Dziwnie Ubrana zaprosiła nas do grill chatki - chyba tak to się nazywa - dużo takich chatek w laponii, wszystkie posiadają grilla  :) i gospodarze zawsze nas czymś smacznym częstowali.

Pani Dziwnie Ubrana okazała się być SZAMANKĄ :)
O losie z moim kulawym angielskim zrozumiałam bajki , które opowiadała.




Tzn. historie na faktach oparte :)




Zostaliśmy poczęstowani pyyysznym ciepłym! sokiem z czerwonych jagód i tradycyjnym chyba korzennym ciasteczkiem.


Tutaj Pani Szamanka, nacina Markowi kark, aby wyleciały z niego złe duchy :)



Po ogrzaniu się i wysłuchaniu historii na faktach opartych wybraliśmy się do 


MIKOŁAJA !!

Najpierw Santa Village



Tablica z wlepkami z całego świata :)



Koło podbiegunowe , które przekraczaliśmy skacząc i trzymając się za ręce :)



Oszroniony, drewniany drogowskaz, widziany podobny w dniu przylotu na lotnisku



Mikołajowa poczta



Tyyyyle listów piszą dzieci do Mikołaja, dobrze że ktoś jeszcze wierzy, bo warto!
Wiecie, że listy od Polskich dzieciaków do Mikołaja zajmują trzecie miejsce na światowej liście?
Czemu trzecie a nie pierwsze?



Na poczcie Mikołajowej można było zakupić pocztówkę + znaczek i wysłać do najbliższych, gwarantowana szybka dostawa i stempel Mikołajowy :)
Oczywiście wysłałam i ja:)
Wybaczcie totalny brak makijażu i pod-czapkową fryzurę a raczej jej brak :)



Pamiątkowe zdjęcie w stylu " chcę być przez chwilę reniferem"



W stronę Santa Parku...
czyli czegoś w rodzaju parku rozrywki poświęconego Mikołajowej tematyce z Mikołajem włącznie:)





Trzeba było wejść na dół pod ziemię :) nie wiem czemu nie mam zdjęć z tej trasy.

Na wstępie niemal zaliczyliśmy Szkołę dla Elfów, zakończoną otrzymaniem czapki Mikołajowej i dyplomu ukończenia :)
Widzicie jakie dzieciaki zapatrzone w elfy?
A jaką Elfy mają fajną pracę, codzień oglądać na twarzach dzieci uśmiechy...








Oraz coś co owszem pochodzi z Finlandii ale niekoniecznie pasuje mi do Santa Parku, a mianowicie plac zabaw dla dzieci (i mojego męża, który gdyby był z nami byłby zachwycony;))  Angry Birds.







Kolejnym punktem wartym robienia zdjęć było coś w rodzaju Galerii Lodowych Figur






Przejażdżka kolejką po hmm jakby były potwory to tunel strachu ale było świąteczno-mikołajowe cudaki więc i tunel mikołajowy :)



No i oczywiście , jakżeby inaczej zdjęcie ze
ŚWIĘTYM MIKOŁAJEM <3
wstyd się przyznać ale po przekazaniu Mikołajowi skąd jesteśmy nie odezwałam się słowem dławiąc łzy wzruszenia, no bo to jak to tak, Mikołaja na oczy swe własne widzieć?!



Tymże jakże miłym akcentem zakończę relację dnia trzeciego :)

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Laponia dzień drugi

O, tu się chyba wyspaliśmy. 
Dzień drugi był na luzie jeszcze
Plany do zrealizowania:
-spacer ze szczeniakami - czy wspomniałam że M. ma małą liczącą sobie 18 sztuk farmę huskych i husko podobnych (zabijcie ale mylą mi się rasy psów, wiem że są ładne i ładniejsze ) ? :) 
w tym 5 pięciomiesięcznych szczeniaków?
-wyjście na miasto
-zakwaterowanie się w domku hotelowym
-Odebranie grupki z Warszawy z lotniska
-przyjazd z nimi do domku i integracja :)
Mam nadzieję,że o niczym nie zapomniałam :)

Zacznę więc od spacerku ze szczeniakami



widoki im towarzyszące
gdzie nie gdzie widać przebłysk słońca, a to rzadkość
gdyż w tym okresie co byłam dzień zaczyna się ok 9 a kończy ok 14 :)





Smakowała nogawka?






























Komu w drogę...

Czyli idziemy się zakwaterować i przygotować na przyjęcie
Warszawiaków

patrzcie jak ślicznie <3



      sypialnia

 kuchnia

 salon i bałagan bo się rozpakowywujemy 
 kolejna sypialnia

 no i jakże by inaczej sauna
Wiecie że w Finlandii sauny są wszędzie? Czy to mieszkanie , czy dom prywatny czy hotel czy domek? Wszędzie mają sauny, tak jak u nas wszędzie łazienki to tam wszędzie łazienki i sauny.
Super nie?




Następnie w oczekiwaniu na przylot reszty grupy wybraliśmy się na miasto. Wcale nie nocą a ok 15 :)
Zaczęliśmy od przekąski w Mc :P no ten to chyba wszędzie jest :)


skusiłam się na szejka miętowo czekoladowego mhhhmm


Później by zająć czas ruszamy w poszukiwaniu baru w centrum Rovaniemi, baru który nam się spodoba





Fińskie piwo :)


Ja to ta z lewej, sorry ale to był tydzień bez makijażu :D


Likier 21%
z malin moroszek, tych co w Polsce pod ochroną
tak pyszny , że 1 przyjechał ze mną do Polski.


Dzień drugi zakończył się integracją % , zdjęć brak :)

DDD czyli Dzień Darmowej Dostawy - już dziś

http://www.dziendarmowejdostawy.pl/  TUTAJ informacja o wszystkich sklepach biorących udział w akcji.


Z Rossmanowych -40% nie skorzystałam ale pewnie na coś z darmową wysyłką się skuszę.
Na pewno potrzebuję czarne mydło bo mojego już nie wiele zostało, puki co znalazłam je tutaj , 
możliwe że zrobię jeszcze zakupy w aptece bo ma konkurencyjne ceny.
Możecie mi coś jeszcze polecić?
Co planujecie kupić?

niedziela, 1 grudnia 2013

Wstęp do relacji niesamowitej wycieczki

Czemu tylko wstęp? Ano temu , że muszę jeszcze ogarnąć wszystkie zdjęcia i postaram się Wam opisać jak było,kiedy tylko będę miała wiecej czasu.
 A było CUDOWNIE nie przypuszczałam , że tak spodoba mi się w krainie zimna :)
Mnie, która nie lubi zimy, świąt i uwielbia lato zawsze i wszędzie.
Melduję,że nie zamarzłam, samolot nie spadł a pociąg się nie wykoleił.
6 dni mięło jak z bicza strzelił, a szkoda :(

Za to przez miesiąc możecie mnie spotkać na kiermaszu świątecznym,
będę promować Laponię, a jest co promować!

Aha, bym zapomniała Mikołaj istnieje!

Dzień pierwszy, idealnie nadaje się do wstępu :)


Po wyjściu z lotniska w Rovaniemi przywitały nas charakterystyczne już renifery


oraz cudny oszroniony drewniany drogowskaz


No i oczywiście wszechogarniająca zima :)

Na kolacje zostałyśmy zabrane przez Marka 
do Mestarin Kievari , restauracji znajdującej się w mieście Kemijärvi
- serwującej najlepsze fińskie jedzenie jakie jadłam, a wierzcie mi próbowałam sporo.
Zdjęć środka restauracji nie wiem czemu ale nie mam :( a było cudnie i tak domowo.
Do tego obsługa prze miła, jeszcze chwila a zaczęłabym do nich mówić "ciocie" :)
W Kievari właśnie było wi-fi , bo ja oczywiście zapomniałam o roamingu i tylko jak gdzieś było wifi mogłam dawać znać światu,że żyję :)
Bo tak naprawdę dopóki nie wsiadłam w samolot nie mogłam uwierzyć , że jadę do Laponii!





Jako danie głównie było podany łosoś w sosie ze smardzów - które u nas są pod ochroną a tam mogą je jeść do woli - smak łososia z tym sosem do teraz mam w ustach jak o tym piszę. Było to najpyszniejsze danie ever!


a na deser hmm chyba lody z takich czerwonych borówek z sosem z malin moroszek - maliny moroszki to kolejna przepyszna rzecz,która u nas niestety jeśli już się pojawia to jest pod ochroną :)
pyszotka !



Oczywiście będąc w toalecie nie mogłam się powstrzymać i nie zrobić zdjęcia 


Następnie udaliśmy się busem do domu Marka, u którego najczęściej spaliśmy w Suomu.
Jako, że to osoba prywatna pokażę Wam tylko zdjęcie jego domu z zewnątrz .


Cudny domek niemal w środku lasu, jakieś 40km od cywilizacji, jednak nie przeszkadza to Markowi z posiadaniu sauny i podgrzewanej podłogi :)

Dom zbudowany z wieeelkich okrągłych bali, kształ domku również co niesamowite okrągły a nie jak to w polsce bywa kwadrat czy prostokąt :)

No i oczywiście jak na każdego mieszkańca Laponii przystało Marek ma w swojej chacie w lesie saune :)


z okienkiem, z którego widzimy świat pogrążony w śniegu, wtedy kiedy u nas w saunie ponad 80* - czad!



Jest też pies Alaskan Malamute, najpiękniejszy na świecie, który musiał się do nas przekonać bo na początku zdjęć nie chciał.
Ochrzczony przez nas cudnym imieniem Karaluch ponieważ oryginalna jego wersja jakoś nie przechodziła nam przez usta.


To by było na tyle jeśli chodzi o dzień pierwszy. Postaram się opisać Wam każdy bo wydaje mi się to puki co ciekawsze niż kolejne kosmetyczne recenzje, do których muszę się otrząsnąć po tej wycieczce.
Tzn powrócić do rzeczywistości po tej bajkowej przygodzie.
Bardzo dziękuję Markowi za ciepłe przyjęcie i pokazanie wszystkiego czego wcześniej nie widziałam.
Marek to polak z krakowa, od 5 lat mieszkający w Laponii w Suomu.
Tak mu się tam spodobało (nie dziwię się), że tam został i zajmuje się organizacją takich cudnych wycieczek jak ta na której byłam
jeśli któraś z Was byłaby zainteresowana zapraszam na stronę Marka


pozdrawiam, już z Krakowa :(

Łączna liczba wyświetleń