Wzbudzają we mnie kosmetyki Balea. Ostatnimi czasy nie jest dla mnie przeszkodą ich zdobycie, więc poza bardzo popularnymi żelami kuszą mnie też inne ich produkty. Takie jak szampony,odżywki,żele do golenia,kremy do stóp,rąk czy coś do smarowania ciała.
Dziś więc będzie o maśle do ciała.
Miałam już ich jeden krem kokosowy do ciała Balei, pisałam o nim w
porównaniu z Rossmanowską Isaną i wypadł blado.
Do tego masła , więc też podchodziłam sceptycznie, jednak ...
Balea
Bodybutter
Kakao, trockene Haut
Opakowanie dość klasyczne dla maseł do ciała. Plastykowy słoiczek mieszczący 200ml produktu.
Opakowanie po otwarciu wieczka zabezpieczone folią alu - lubię to - przynajmniej wiem,że nikt nie wsadzał tam paluchów :D
A pod folią niespodzianka !
Opakowanie było masłem wypełnione po same brzegi, normalnie aż nie możliwe :) Nie spotkałam się jeszcze z takim produktem do pielęgnacji , który wypełniałby idealnie całe opakowanie !
Konsystencja bardzo zwarta, niczym masło po wyciągnięciu z lodówki :)
Bardzo,bardzo maślana.
To jest masło do ciała !
Dość topornie się rozsmarowywuje ale w końcu to masło :D a nie balsam czy mleczko :) Po kontakcie z ciepłem skóry lekko mięknie,
wystarczy niewielka ilość do wysmarowania ciała
po pierwszym użyciu ubytek był na tyle nie wielki , że aż cyknęłam mu fotkę do recenzji :D
Masło pomimo tego,że rozsmarowuje się dość topornie, szybko się wchłania.
Bardzo dobrze nawilża skórę,pozostawia ją miękką,gładką i delikatnie pachnącą.
Zapach jest kakaowy a nawet jak dla mnie lekko czekoladowy.
Pachnie delikatnie, nie nachalnie i w żadnym wypadku nie chemicznie.
Jak dla mnie rewelka, idealne na zimę i widzę w nim same plusy :)
No , poza dostępnością, w sklepach internetowych kosztuje ok 15zł
a w niemieckich drogeriach ok 2e.
Jeśli macie okazję spróbować , polecam z czystym sumieniem !
Ah, troszkę poukładałam w szufladkach :)
teraz mam w łazience wszystkie otwarte kosmetyki,których używam na bieżąco..