poniedziałek, 16 grudnia 2013

Kochany Aniołku,Mikołaju,Gwiazdko ....

Czy inny kochany Ktosiu przynoszący prezenty 24 grudnia pod choinkę.



W tym roku list będzie elektroniczny i z przykładowymi zdjęciami.
Może łatwiej Ci będzie wiedzieć co kupić jak to zobaczysz :)



Oczywiście nie wymagam wszystkiego, po prostu daję Ci wybór :P zamiast pola do popisu, cóż nie wierzę chyba w Twoją własną inwencje.
Ta lista, to 12 rzeczy - jedyne 12 rzeczy - które muszę sobie sprawić w tym nowym nadchodzącym roku.
Taka mała lista , małych marzeń, nie tylko kosmetycznych.




1.Perfumy Lady Gaga Fame


2.Perfumy Valentino Rock'n'Rose


3.Perfumy Moschino Pink Bouquet



4.Perfumy Marc Jacobs Dot


5.Perfumy Yves Saint Laurent Parisienne


6.Podkład Revlon Color Stay odcień 180


7.Pędzle do makijażu Maestro,kozłowski, hakuro, zoeva
do różu,pudru,kulka,podkładu mineralnego


8.Woski i świece Yankee Candle i Kringe Candle



9.Kominek zapachowy na tealighta i wosk
w kolorze czerwonym <3
wzór dowolny, byleby czerwony



10.Szkatułka na biżuterię


11.Aparat cyfrowy - ile można robić zdjęć telefonem?!


12.Mikser z misą



Macie taką listę, rzeczy które chciałybyście otrzymać pod choinkę?
Lub które KONIECZNIE MUSICIE KUPIĆ?

sobota, 14 grudnia 2013

Pani promocja :)

To takie określenie, że wiecie gdzie promocja, tam Pani promocja.



Kasia mówi tak na jedną ze swoich klientek, tak mówi na mnie mój mąż i jego znajomi.
A ja nie mam nic przeciwko temu. I nie chodzi tylko o promocje kosmetyczne. Bo,że od wszelakich ulotek z ofertami uzależniona jestem to wiem. Ale po co mam płacić drożej jak mogę taniej?
Powiem, Wam że jak była teraz promocja w Hebe i Rossmanie na -40% nie kupiłam ani jednej rzeczy.
Raz że byłam w Laponii w tym czasie - bynajmniej nie żałuję, a dwa w sumie raczej nic nie potrzebowałam.
Raczej, bo wiadomo jakbym weszła do R. pewnie bym coś kupiła, a że nie byłam nic nie kusiło.
Oj,jaka jestem z siebie dumna!

Wprawdzie poszłam dzień po promocji, z nadzieją że jeszcze jest -40 po mój ulubiony podkład under 20, ale już kosztował normalnie , więc nie wzięłam.
Mam kilka innych to aż tak pilny nie był.

Biedronkowe promocje co 4 dni na inną gamę produktów też wykańczają mój portfel, chociaż staram się robić zakupy z rozwagą. 
Np jak były warzywa w puszkach -30 % to zapas zrobiłam, no bo przecież to się nie zepsuje, zawsze się przyda a kilka złotych w sumie taniej. I racja, mam ochotę na sałatkę , to grzebię w "zapasowej" szafce i robię :)

Były czekolady, których jak wiecie nie lubię, też kupiłam parę tabliczek, jeść nie wołają, data długa, do świątecznych wypieków jak znalazł.
Jak jest coś w promocji czego nie potrzebuję , nie kupuję proste.
Ale jeśli się przyda, to czemu nie, wiadomo lepiej taniej niż drożej.

Ostatnio był DDD, czytaj Dzień Darmowej Dostawy.
Skorzystałam, a jak.
Ale kupiłam TYLKO to co niezbędne.

Mianowicie:

Moje ukochane Czarne Mydło Alepia o którym pisałam TUTAJ
moje skończyło się dokładnie dzisiaj więc na jutro już będzie nowe.
Zdanie na jego temat pozostało to samo, jest rewelacyjne, żegnajcie wszystkie żele do twarzy.
Zapłaciłam za niego 33zł w Skarbcu Natury + wysyłka gratis, więc cena za to cudo naprawdę nie wielka.
Dodam że mydło - używam tylko do twarzy i czasem na plecy , starczyło mi na 3 miesiące co daje jakieś 11zł na miesiąc. Uważam , że warto mu się bliżej przyjrzeć jak ktoś nie próbował a jak ja oczekuje porządnego oczyszczenia twarzy, która po umyciu aż skrzypi!
Na pewno pozostanę mu wierna :)

Kolejnym produktem który kusił mnie od jakiegoś czasu była baza pod cienie Lumene.
Miałam wcześniejszą wersję 10ml i byłam bardzo zadowolona, ciekawe czy z tej też będę.
Ta ma ml 7 i kosztowała na promocji ok 21zł + wysyłka gratis oczywiście, zamówiłam na Igruszce i dobrałam sobie jeszcze eyeliner w pisaku, bo jest idealny do robienia kreseczek :)


W DDD na wizaż.pl powstał specjalny wątek poświęcony sklepom biorącym udział w całej akcji.
W wątku też przez cały ten dzień odbywało się wielkie wzajemne kuszenie, co , kto , gdzie i po ile kupił.
Co jest warte zainteresowania a co nie szczególnie.
Zostałam skuszona na zamówienie z Tołpy.



Jak widać kupiłam z serii dermo intima regenerujący płyn do higieny intymnej.
Ciekawa jestem czy się u mnie sprawdzi, lactacyd się pomału kończy więc nie długo wypróbuję.
Tu znów na zamówienie zadziałała promocja.
Po pierwsze darmowa wysyłka, po drugie do każdego zamówienia po wpisaniu specjalnego kodu dodawany był płyn micelarny 200ml za 1gr oraz 3 próbki , każda po groszu.
Tym sposobem za 17zł i 2 grosze
zakupiłam płyn do higieny intymnej na który i tak miałam zapotrzebowanie, płyn micelarny oraz 3 różne próbki i to wszystko wysłane przesyłką kurierską za pobraniem.
Takie promocje to ja lubię. Chyba nie tylko ja, bo tołpa miała tyle zamówień, że mieli opóźnienia z wysyłką, co rekompensowali klientom bardzo mile w postaci kodu na kosmetyk za grosz przy kolejnych zakupach. 



Skorzystałyście z dnia darmowej dostawy?
Powiedzcie,że tak jak ja lubicie promocje?
Żebym miała dowód przed mężem , że nie jest ze mną coś nie halooo :P

ps.dziś np siedząc rano na stoisku promującym Laponię, na rynku w krakowie
przeczytałam na fb info Angel o tym,że w Hebe (rzut beretem od stoiska bo na Floriańskiej min.)
wszystkie zestawy kosmetyków Palmers są za 32zł...
A,że Pani promocja miała w portfelu akurat 40zł
pognała w te pędy do Hebe po zestawik


Kupiłam ten z kremem do biustu, bo już jakiś czas miałam na ten krem ochotę
do tego jest koncentrat do rąk,łokci i kolan oraz balsam ujędrniający <3



czwartek, 12 grudnia 2013

Moja zapachowa historia

Właśnie dziś zmieniła mi się cyferka, na szczęście ta druga a nie pierwsza.
Postanowiłam trochę powspominać.
A sprzątając "toaletkę" stwierdziłam,że opowiem Wam moją zapachową historię.
Oczywiście nie będę pisała o wszystkich perfumach jakie przewijały się w moim życiu bo bloga by mi zabrakło.
Napiszę tylko o tych,do których mam jakiś tam sentyment.

Kurczę kiedyś miałam 1 flaszeczkę Avon'owych "perfum" i dało się.
Lubiłam perfumy delikatne , świeże w stylu Davidoffa Cool Water, do których nawet ostatnio próbowałam powrócić jednak to zupełnie nie to :(
Jak widać gusta się zmieniają.

Perfumy są dla mnie w tym momencie czymś nie zbędnym, niemal koniecznym do funkcjonowania.
Lubię ładnie pachnieć :)
A one mi w tym pomagają.

Moją pierwszą miłością wśród 'oryginalnych' perfum
były Armani Diamonds sygnowane przez Beyonce .


Co przechodziłam koło Douglasa czy Sephory , pryskałam nadgarstki tym cudem, oczywiście nie mogąc sobie pozwolić na zakup :(
Cóż, w wieku 20 lat nie było mnie stać  na oryginalne perfumy :(

Na szczęście już wtedy czynnie działałam na forum wymiankowym i zaczęłam drogą wymiany zdobywać różne zapachy, poznawać je i zastanawiać się czy to jest to czy szukać dalej.
Niestety, w tym czasie Diamonds'a nie udało mi się zdobyć choć miłość trwała.

Kolejną miłością był wypuszczony ok rok później brat Diamonds'a 
Armani Diamonds Intense 


Moim zdaniem jeszcze ładniejsze od poprzednika.
Bardziej słodki i kremowy.
Jednak nie przesłodzony, cudny.
Też wtedy go nie miałam. 

W tym okresie , całkiem przypadkiem w moje łapki wpadł 
Amor Amor od Cacharel


Kategoria kwiatowo-owocowa.
Szczerze mówiąc podchodziłam do niego bardzo sceptycznie, jakiś taki mocny mi się wydawał.
Do czasu aż mój obecny mąż a wcześniej "świeży chłopak" w windzie zapytał czym tak ładnie pachnę :)
To było na oko ok 2009 roku.

Od tego czasu jestem im wierna, zużyłam kilka flaszeczek i zawsze je kupuję bądź na nie się wymieniam.


Później wzięło mnie na wariację Amor Amor.
Kurczę z perfumami mam jak z książkami, właśnie się zorientowałam.
Jak przeczytam coś super fajnego, wpisuje autora w google i ściągam na kindle wszystkie jego książki.
Z perfumami mam podobnie, jak jakieś bardzo przypadną mi do gustu chcę poznać wszystkie z ich 'rodziny'.

Kolejny więc był Amor Amor Tentation, do którego wzdychałam ok 3lat zanim wreszcie znalazł się w mojej skromnej kolekcji, a było to całkiem nie dawno.


Tak różny jednak od podstawowej wersji, ta jest drzewno-orientalna.
Pomału przekonuję się do niego.
Ale pierwowzór zdecydowanie go przebija.

W między czasie miałam chyba wszystkie wersje Jabłuszek  Delicious od Donny Karan.
DKNY be delicious,DKNY red delicious,DKNY delicious nigh..




Najbardziej wtedy podobało mi się klasyczne zielone jabłuszko oraz fioletowe.
Jednak nie była to miłość a zauroczenie, które przeszło dość szybko.

Kolejne zauroczenie, wywąchane przeze mnie przypadkiem u koleżanki
to był CK in2u


Otrzymałam,więc go od męża pod choinkę.
Pomęczyłam się z nim jakieś  pół roku - z zapachem nie z mężem - i przekazałam dyskretnie dalej w wymianie na Amor Amor.



Rok temu przy okazji zakupów na bezcłówce poza tradycyjnie Amor Amor kupiłam też
Armani Aqua Di Gioia, które wywąchałam kiedyś na siostrze przyjaciółki.








Niestety, ale u mnie się nie sprawdziły.
Bardzo słabo się rozwijały i krótko trzymały.
Poleciały więc w świat.

Ostatnia z moich miłości to
Jimmy Choo, Jimmy Choo edt.
Kiedyś myślałam, że jak perfumy mają 2 wersje - edt i edp 
różnią się tylko trwałością, wiadomo woda toaletowa słabiej pachnie a perfumowana dłużej.
Mój zbiorek więc powiększył się najpierw o obie wersje Jimmiego, edp i edt.




Jednak okazało się ,że są to dla mnie dwa zupełnie inne zapachy.
Niby oba z kategorii owocowo-kwiatowej.
Chociaż dla mnie wersja edp jest zbyt przesłodzona.
Poleciał dalej a edt zostało :)


Amor Amor jest zapachem , który towarzyszy mi niezmiennie od jakiś 5 lat.
Czasem dochodzą do kolekcji, jak teraz jego wariacje.
Zdobywam też inne zapachy by się do nich przekonać, trwa do kilka tygodni czy miesięcy.
Jak nie przypadną do gustu,lecą dalej w świat.
Jestem też wierna Armani Diamonds, obu wersjom klasycznej i Intense.
No i Jimmy Choo edt, na tą chwile te zapachy wiodą u mnie prym.

Jasne, mam też kilka innych , do których próbuję się przekonać, bo lubię mieć jakiś wybór - czym to dziś się psiknąć?

Apetyt rośnie w miarę jedzenia..
Jednak na razie w zupełności mi to wystarcza.

Przedstawię Wam obecnych mieszkańców mojej 'toaletki'
Nie jest tego wiele bo nie widzę sensu posiadania stu flakonów,
wierna jestem czterem zapachom o których pisałam wyżej a reszta jest zmienna.



Po pierwsze i najwyższe :)
Mgiełki do ciała z Bath Body Works
głównie z myślą o lecie , kiedy staram się perfum używać tylko na wieczór


Pure Paradise - słodki zapach, kojarzący mi się z Escadą Pacific Paradise
Pink Chiffon - zapach słodki, piżmowo-owocowy
Coconut Lime Breeze - po prostu kokos z limonką, jak dla mnie najładniejszy z tej trójki w mojej kolekcji

Jedne z najulubieńszych 
zamknięte w ślicznych, diamentowych buteleczkach



Oczywiście z pierwszych miłości
Armani Diamonds Intense edp 
nuty zapachowe to  burbońska wanilia,paczula,malinowy nektar i abolut bułgarskiej róży
Armani Diamonds edp
nuty zapachowe to malina,lychee. róża, frezja, konwalia, paczula, ambra, cedr i wetiwer.

Kolejne najważniejsze 
to Amor Amor Cacharel i wariacje na jego temat a mianowicie


największa miłość czyli klasyk
Amor Amor Cacharel edt - tu na przykład woda toaletowa, a trwałość nie przeciętna 
na ciele ok 20 godzin lub lepiej a na ubraniach kilka dni!
Nuty zapachowe jakie się w nim przewijają to konwalia,pomarańcza, czerwony grejpfrut, mandarynka,melati,różana esencja, białe piżmo, drzewo sandałowe, wanilia i szara ambra.

Amor Amor Tentation edp, tak bardzo do niego wzdychałam a jak już go mam to nie do końca mi pasuje.Spróbuję się do niego przekonać a jak nie to bye , bye ...
Jego nuty to mandarynka, bluszcz, jaśmin,kwiat tiary z Tahiti, cedr, wanilia i pikantne nuty.

Amor Amor in a Flash edt , pochodzi z wymiany, wzięty zupełnie w ciemno, nie znałam go wcześniej.
Nowość 2013 roku.
Chyba się nie polubimy.
Jest bardzo słodko,dla mnie za słodko a w nutach znajdziemy czerwone jabłko,morela,jaśmin,cynamon, drzewo sandałowe i karmel.

Lecimy dalej,
Jimmy Choo ustawił mi się na zdjęciu koło Baby Doll, do której też mam jakiś tam sentyment
bo kilka razy próbowałam się przekonać do którejś z jej wersji i raz na ruski rok się takową psiknę, więc spokojnie wystarczyłaby mi jej próbka a nie cały flakon.


Jimmy, ach Jimmy.
Mowa oczywiście o wersji edt, może znów po świętach Sephora zrobi na niego dużą promocję?
Zrobię zapas :)
Zamknięte nuty w tej buteleczce to imbir,chrupiące zielone nuty, orchidea tygrysia,herbata różana i drzewo cedrowe. Bardzo miły codzienniaczek.

Baby Doll w wersji Sparkling,czyli różni się od klasyka tylko błyszczącymi drobinkami
świeża, owocowa, bez szału
chowa się w niej czarna porzeczka, pomarańcza, jabłko, ananas, róża , frezja, konwalia, heliotrop, cedr, drzewo sandałowe, bób tonka i wszędobylska wanilia.

Całkiem świeże nabytki , które napłynęły do mnie drogą wymiany celem poznania 
to 
Lacoste Inspiration
Nina, Nina Ricci
oraz 
DKNY be delicious eau so intense


Nigdy nie miałam nic Lacoste , ale gdzieś kiedyś w perfumerii niuchałam Inspiration i chciałam wypróbować.
Jak dla mnie po pierwszych testach to taki również codzienniaczek, delikatny i świeży taki wiosenny. Może doczeka do wiosy :)

DKNY Be Delicious Eau so Intense, tu o dziwo mi się spodobało
bardzo mocne i intensywne , świeżo zerwane zielone jabłko :)
tak go czuję  :)

Nina Ricci, Nina edt
świeże, owocowe, słodkie ale jednocześnie proste
i nie do końca wpadające w mój nos.


I znów niby znajome a nowe nabytki


Dolce Gabbana Light Blue, też gdzieś coś kiedyś wywąchałam i mi się podobało.
Natomiast teraz, po latach i na mojej skórze już niekoniecznie.
Świeży,morski,delikatny .. no właśnie dla mnie chyba zbyt delikatny.

Hugo Boss Intense, jeden z zapachów całkiem w ciemno.
Pasuje mi bardzo.
Jest w nim coś tajemniczego,sexownego.
Tworzą go nuty ozonowe, korzenne, kumkwat,jaśmin, orchidea waniliowa i turecka róża,żywica,drzewo sandałowe,paczula , piżmo i bursztyn.

No i ostatnie również w ciemno, choć tym razem nie do końca mój typ, ale dam mu jeszcze trochę czasu.
Donna Karan Mist Cashmere łączy w sobie nuty jaśminu,lili , bergamotki, drzewo sandałowe , bursztyn i piżmo.
Ciepły i otulający.

To by było na tyle jeśli chodzi o zapachy, które obecnie posiadam :)
Mam też małą chciejlistę , zapachową :)
Ale może pojawi się w osobnym poście wraz z listem do Aniołka :P Gwiazdki czy tego czegoś co przynosi prezenty pod choinkę 

A jakie są Wasze ulubione zapachy?

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Ostatnie dwa dni szaleństwa w Laponii

Przepraszam , że tak pomału. Dziś ostatni post z cyklu "Wycieczka do Laponii".
Później , wracam do tematyki bloga, bo aż sama się stęskniłam :)
Na ile oczywiście mi czas pozwoli, a dla Was szykuję małą niespodziankę z okazji mojego małego święta , które zbliża się wielkimi krokami.
Ale o tym innym razem :)

Dzień 6.

Jak pamiętacie noc spędziliśmy u Marka , jakkolwiek to brzmi :D

Z atrakcji dnia 6 

Husky :)
Byliśmy na farmie Huskych , których było jednynie 270...






Jechaliśmy na saniach, ciągnących przez te psy.
Uprzedzając niektóre komentarze, te psy to lubią, są do tego stworzone.
Wolą zimno od ciepła.
Muszą biegać, muszą ciągnąć sanie by ćwiczyć mięśnie.
Kurcze , nie mam zdjęcia z samej jazdy "psim zaprzęgiem "

Zwiedzaliśmy też Hotel Pyha i jego okolice
w których spotkaliśmy 2 przystojnych panów



























Wieczorem wybraliśmy się na wycieczkę w rakietach śnieżnych,
kurczę im bliżej wyjazdu tym bardziej chłonęłam Laponię i tym mniej zdjęć :(




























Widoczek po drodze, słabo widac ale to wielka skała w lesie, z której cudnie "skapują" delikatne a jednocześnie wielkie lodowe sople,niczym kryształy.



























Potem były kolejne gokarty na lodzie. 
Tutaj już od początku robiłam zdjęcia, nawet na potwora nie wsiadłam
:)



























Nasza ostatnia noc, spędzona w cudownym klimatycznym domku.


































Jak już wspomniałam 2 ostatnie dni mają bardzo mało zdjęć.
Ostatni dzień spędziliśmy na kupowaniu pamiątek i zapamiętaniu wszystkiego co się da w głowie i w sercu z tej cudownej wycieczki.
Następnie samolot z Rovaniemi do Helsinek, z Helsinek do Warszawy i z Warszawy pociąg do Krakowa.
Gdzie z dworca odebrał mnie mąż. Było cudnie, ale za M. bardzo tęskniłam :(



Z tego miejsca chciałam bardzo podziękować Justynce i Markowi.
Justynce za pomysł, że mogę być zainteresowana, a Markowi za akceptację pomysłu i ugoszczenie nas w swojej małej-wielkiej chatce.
Za bycie tłumaczem i przewodnikiem po tej pięknej , mroźnej krainie.
Za możliwość zwiedzenia kawałka innego od zwykłej polski,pięknego świata.

Jeśli którejś z Was relacja się podobała, chociaż wiem że idealna nie była.
W końcu to blog kosmetyczny a nie turystyczny i nie mam doświadczenia w relacjach z wycieczek, bo i wielkiego pola do popisu w tym temacie nie mam.

Jeśli byłaby zainteresowana wycieczką do Laponii
serdecznie zapraszam na stronę Marka

www.nordtravel.pl

Bardzo profesjonalne podejście, bardzo miły i ciepły człowiek.
No, i mówi po polsku :)

Zapraszam też oczywiście na rynek do Krakowa.
Na stoisko "miasto zaprzyjaźnione" - gdzie możecie dowiedzieć się więcej o Laponii, albo po prostu wypić ze mną kawę :)



piątek, 6 grudnia 2013

Piąty dzień w Laponii

Zaczął się wizytą u Mii na Reniferowej Farmie :)
Oto i Mia ze swoimi Reniferami








Takie słitaśne i  tak ładnie do zdjęć pozowały :)

Kolejny lunch w Mestarin Kievari w Kemijarvi


Następnie wybraliśmy do się IceFishing , czyli łowienie ryb pod lodem.
W sensie zobaczyć jak to wygląda.
Oczywiście się bałam, a jak!
Ale nie tak od razu na rybki, najpierw go otwartej grill chatki
na tradycyjne już ciasteczko i kawę :)


Ognisko było nad samiutkim zamarzniętym jeziorem, lód o grubości 20cm - dużo czy mało?
Zależy na co :)

Nagle rozmowę przerwał krzyk koleżanki, która wystraszyła się
Szamana wychodzącego z ciemności 


Szaman opowiadał historie i czarował
ale szczegółów nie podam bo jak kiedyś pojedziecie 
to nie będzie niespodzianki, i tak za dużo Wam zdradzam :)




Następnie przyszła pora na wejście na jezioro, no może nie na środek ale prawie.
Jak to tak, że 10 osób ma wejść niemal na środek jeziora którego lód ma tylko 20cm!!?
A jak się załamie?
Nie załamie się bo macie mieć od siebie co najmniej metr odstępu, no dzięki a jak się załamie a Ty będziesz metr ode mnie to kto mnie uratuje...??
aaaa bałam się znów :) hurra :)
Ale weszłam stąpając tak delikatnie jak się da przy mojej posturze :D


Pan od IceFishingu dzień wcześniej już wyrąbał przerębel i wsadził w nią siatkę.
Dziś chciał nam pokazać jak to wygląda. Jednak troszkę zamarzła i trzebabyło ją znów trochę wykłuć, tą dziurę w lodzie w sensie i wydłubać z dna założoną wcześniej siatkę :)









Na koniec każdy z nas - na szczęście już trochę bliżej brzegu, mógł sobie "wywiercić" ręcznie dziurę w lodzie :)






Fajnie, ale łowienie ryb to jednak nie dla mnie. Szkoda by mi było zamordować złowione maleństwa.
Ale zjeść ze smakiem czemu nie? tylko nie te złowione przeze mnie.
Dlatego nie łowię, ot co!
Z Reniferami to samo, takie są słodkie i kochane a ich mięso jest bardzo popularne w skandynawii. 
Nawet ja kupiłam mężowi salami z renifera, jeszcze leży nie otwarte w lodówce, dobrze że ma długą datę, chociaż liczę że M. ponieważ nie macał reniferków na żywo zje je ze smakiem!

Piąty dzień dobiegł końca i śpimy w znanym i lubianym miejscu czyli u Marka.


Łączna liczba wyświetleń